poniedziałek, 5 marca 2012

nabożnie i z uczuciem


"Oni szanowali książki, a kto szanuje książki, ten pisarzy szanuje. Taki Tarapata Wielgi, na ten przykład. Tarapata Wielgi (ponad dwa metry, w odróżnieniu od Tarapatki) był stolarzem. Miał ciężką astmę i niezbyt mu ta robota szła, utrzymywał się raczej kiepsko. Ale kochał książki. Przychodził do dworu i pożyczał, jedną za drugą; oddawał je zawsze w idealnym stanie; czasami się miało wrażenie, że w lepszym, niż były przedtem - ale może książki tak mają? Odpłacają schludnością tym, którzy je czytają z uczuciem? W każdym razie Tarapata Wielgi przynosił je zawsze w swoich olbrzymich łapach, pochylał się przed drzwiami biblioteki i wchodził tam jak do katedry. Długo się rozglądał, starannie wybierał kolejne lektury i oddychając ciężko, jak to astmatyk, wracał do swojej chaty.


***

Na pierwsze ogłoszenia babcia i Julek zareagowali rozsądnie, to znaczy - spakowali najpotrzebniejsze przedmioty, a następnie wytaszczyli ze strychu wielką skrzynię i załadowali do niej to, co było w zbiorach dziadka Brokla najcenniejsze. Nie wiem, co to dokładnie było, pewnie ryciny, obrazy i rodzinne pamiątki, ale przede wszystkim książki; ilekroć moja mama mówi o pożarze czy innym domowym kataklizmie, dodaje: "Wszystko można odbudować, ale książki... obrazy i książki - tego się nie wróci", a takie stwierdzenia są we krwi, więc pewnie rzeczywiście w kufrze znalazły się piękne stare wydania o cienkich stronicach i wytłaczanych kunsztownie okładkach, które Leonard Brokl w czasach swej prosperity wygrzebywał na straganach paryskich bukinistów i aukcjach starodruków.

***

Pal licho dom, dom, jaki był, każdy widział, zbudowany na fundamentach starej stodoły, więc bez piwnic, murowany przez takich majstrów, że żaden, dosłownie żaden kąt nie miał dziewięćdziesięciu stopni, szafy we wnękach rozpadały się jak domki z kart i nic nie trzymało norm budowlanych. Inna sprawa, że majster był człowiekiem uduchowionym i być może stąd się brały jego pomyłki - z melancholijnego roztargnienia. Trzeba bowiem wiedzieć, że kiedy już sfuszerował jeden dom, zabrał się do drugiego, po sąsiedzku (oczywiście postawił go w mniejszej odległości od pierwszego, niż na to pozwalały przepisy). Poznał się na babci, że kulturalna kobieta, i przychodził do niej pożyczać książki.
Któregoś razu wchodzi i mówi w ten sposób:
- Widzi pani, bo ja coś takiego życiowego, coś życiowego szukam. Na przykład ostatnio czytałem coś takiego: ona była hrabini, on prosty chłopak, kochali się, ale nikt im nie pozwalał...
I kiedy tak streszczał życiową historię chłopaka i hrabini, jego wzrok padł na dzieła zebrane Szekspira.
- Sze-ks-pir... - przeczytał i zamyślił się - hm... słyszałem."

Dehnel J., Lala, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2006, s. 213. 251. 314.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz